sobota, 3 stycznia 2015

Kilka odpowiedzi, czyli udział biorą :




Ostatnio, zdarza mi się, że znajomi i przyjaciele łączą zakończone znakiem zapytania, stwierdzenie
                                                                - Chyba oszalałeś ?
z pytaniem  - No dobra, to o czym, to będzie ?
 
W obu kwestiach ;) nie mam jeszcze, jednej, koherentnej odpowiedzi. Dlatego, z reguły robię zmyślny unik, reagując pytaniem na pytanie:
                                              
  Czy czytałeś/czytałaś Moby Dicka ? 

Tym sposobem udaje mi się uciec przed udzielaniem konkretnej odpowiedzi. Jednak, ta strategia nie zawsze działa. Wtedy nieskładnie i chaotycznie, próbuję opowiadać o czymś, co jeszcze nie jest tak spójne, jak bym chciał. Ale, ponieważ nie boimy się trudnych zadań, postanowiłem przygotować zestaw podpowiedzi dla zainteresowanych :)
 

Przygoda zaczęła się od filmu z roku 1956, przyjmijmy zatem konwencję filmową, żeby, choć wyrywkowo pokazać ogólny zarys projektu.


Ekran, pojawiają się napisy...
MobyTweet Production  
w koprodukcji z
Primum Navigare Entertainment
prezentują ;)
W pogoni za białym wielorybem (tytuł roboczy)
Muzyka, by się przydała … ( sugestie mile widziane )

Udział biorą:

Biały wieloryb w roli: Moby Dicka - niejednoznacznego symbolu, kaszalota o złej sławie, niesłusznie oskarżanego o celowe zatopienie „Essexa” i „Pequoda”


Kapitan Ahab: w kilku wcieleniach, między innymi w roli kulawego post-komunizmu.
Autor (zwany niegdyś „wielorybem”): w roli narratora,

„Pequod”: w roli jednego z trzech, stojących w porcie żaglowców wyruszających na łowy.


Peleg i Bildad: w podwójnej roli, właścicieli „Pequoda” oraz „Pequoda II” - przedsiębiorców z czasów rodzącego się kapitalizmu korporacyjnego, miłośników zarządzania zasobami ludzkimi z epoki Henry Forda.  -„case study”

Starbuck: w roli pierwszego oficera na pokładzie „Pequoda”, znanego z odwagi kwakra, niezdolnego, by przeciwstawić się kontrolowanemu szaleństwu, miłośnika korporacyjnej kawy.

Stubb: w roli drugiego oficera na tym samym statku, a zarazem przełożonego, który dotrzymał  obietnicy złożonej podwładnemu (faktycznie była to groźba), przez co podwładny postradał zmysły 
- „case study” dla menedżerów i pracowników.

Herman Melville: w roli autora dzieła.

Liczba „Trzy”: w roli pojawiającej się w różnych miejscach powieści, magicznie symbolicznej liczby. Bohater drugiego planu oraz prostego konkursu wiedzy o Moby Dicku

Ray Bradbury: w roli autora scenariusza. Jak dotąd, najlepszej i najwierniejszej adaptacji dzieła, określanego, jako niemożliwe do adaptacji. Podstawa fantastycznego dokonania filmowego Johna Hustona z 1956 roku. 2 godziny misternie utkane z 600 stron (samo wysłuchanie audiobooka wymaga 24 godzin 37 minut 49 sekund)

Zdobywca Oskara John Hudson: w roli „genialnego potwora” reżyserującego film, jak powyżej uosabiającego zarówno Moby Dicka, jak i Ahaba. 


Familok przy ul. Chorzowskiej 23: w roli nie istniejącego już domu rodzinnego narratora

Izmael/również narrator/ – w roli młodego, ciekawego świata i ludzi nauczyciela, który postawia ruszyć się z górniczo hutniczego miasta w PRL-u, by poznać wodną część świata.

Chris, Barnes i Elias - część załogi „Pequoda”: w roli plutonu kapitana Ahaba wysłanego na wojnę w Wietnamie przez Olivera Stone’a.

Zdobywca Oskara Oliver Stone: w roli reżysera filmu „Pluton”, który w roli białego wieloryba obsadził samolot bojowy typu JET FIGHTER w kolorze białym i srebrnym .

s/y „Zawisza Czarny” * : w roli życiowej „boi ratunkowej” narratora, który pomógł mi dwa razy pokonać Atlantyk, dotrzeć do New Bedford i kaplicy wielorybników.
- niestety ojciec Mapple były chwilowo nieobecny ;)

*- ktoś musi napisać o "Zawiszy", w taki sposób jak Melville napisał o „Pequodzie”.

Harcerskie Warsztaty Marynistyczne : w roli mojego Harvardu i Yale ( według definicji Melville'a )      - dyplom tej uczelni nie podlega niestety nostryfikacji w żadnym z krajów członkowskich UE.

Moja praca w firmie z przełomu XX i XXI wieku w roli: „Case study” rodzącego się w Polsce (po 1989 roku) kapitalizmu i wolnego rynku we wczesnej fazie „syndromu pościgu”, oraz trudnego procesu wychodzenia z XIX wiecznych wzorców zachowań właścicielskich i menedżerskich.

„Pościg” jako taki: w roli metafory obsesyjnej pogoni ludzi, za nieustannie wymykającym się celem, wiele obiecującym mirażem z grzbietem jak biała góra. W XXI wieku, kontynuowany ze zdwojoną mocą.


Internet: w roli nieprzebytego oceanu słów, myśli i obrazów, którego Melville nie doczekał.
Ale, to dobrze. Być może nigdy nie dokończyłby powieści próbując prześledzić wszystkie wyniki nieustannego wpisywania w wyszukiwarkę słowa „whale”

Po raz pierwszy na ekranie :
Odnaleziony blog Mocha Dicka: w roli pamiętnika pewnego znanego kaszalota. Dzięki niemu spróbujemy opowiedzieć część historii z perspektywy „wielkiej ryby”.

Alternatywne zakończenia "Moby Dicka" : w roli terapeutycznych zapisków narratora

Paweł Jędrzejko: w roli profesora UŚ, człowieka wielu talentów, który umieścił białego wieloryba Melville’a w „kontekstach”, po czym zwabił na scenę Opery Narodowej i przekonał go, by tam wystąpił. :)

Queequeg – (domniemany kanibal ) dzikus z południa (Śląsk także jest na południu): w roli zatrudnionego w firmie Pelega i Bildada harpunnika, który okazuje się stoikiem w przebraniu Polinezyjczyka. Traktuje życie (swoje i innych) niczym buddyjski mnich zen, dusza człowiek - nastawiony filozoficznie do świata i ludzi.

Kpt. Andrzej Drapella: w roli kapitana moich kapitanów, mistrza niekonwencjonalnych rozwiązań konwencjonalnych problemów.

Marek Szurawski w roli Marka Siurawskiego, naczelnego marynisty z duszą harpunnika ;) patrz zdjęcie :) twórczego inspiratora wielu działań ... oraz jednego z rozdziałów  :)



Mapa Ahaba: w roli wielkiego serwera danych, drobiazgowo i pieczołowicie zbieranych w celu precyzyjnego ugodzenia w konsumentów harpunem wymyślanych dla nich potrzeb.  



Za czas jakiś ... O tym, kto w pozostałych rolach  :)   

niedziela, 9 listopada 2014

... chwilami jest lepiej niż u Melville’a



Do świata Moby Dicka wkroczyłem dawno temu, kiedy obejrzałem w TV film Johna Hustona. To był pierwszy krok. Dowiedziałem się, że taka opowieść jest, istnieje, że krąży gdzieś we wszechświecie. 

Kiedy po latach zrobiłem drugi krok, czyli sięgnąłem po książkę, byłem już czytelnikiem przygotowanym. Huston zrealizował film, wierny zawartemu w książce Melville’a przesłaniu. W kilku fragmentach, które, czytałem na szybko i na wyrywki, bez zmuszania się do przeczytania „od deski do deski”, filmowa opowieść i powieść były zadziwiająco zgodne. A co najważniejsze powieść obiecywała więcej, zachęcała do dalszej wędrówki śladami białego wieloryba.
To, dlatego, nie jestem ortodoksyjnym wyznawcą teorii, mówiącej, że książka bezwzględnie i zawsze jest lepsza od filmowej adaptacji. Nie uznaję też teorii „czytelniczych radykałów”, którzy twierdzą, że książkę należy przeczytać przed obejrzeniem filmu.

Jeżeli scenariusz dla uznanego reżysera, jakim był John Huston, pisze młody dobrze zapowiadający się pisarz jak Ray Bradbury (Farenheit 451) chwilami jest lepiej niż u Melville’a.


Anegdota mówi, że, kiedy Ray Bradbury przyjechał do Irlandii, żeby napisać scenariusz do filmu Johna Hustona. Celnik na przejściu granicznym zapytał:
- W jakim celu przybył Pan do Irlandii ?
- Chyba straciłem rozum …, odpowiedział podobno Ray. Celnik nie dał się zbić z pantałyku i kontynuował. - Dobry początek…, ale, co dokładnie sprowadza Pana na zieloną wyspę?

- Szaleństwo, powiedział RB. Celnik wstrzymał pióro, którym wypisywał formularz wjazdowy, i uprzejmie zapytał.
- A, jaki, to rodzaj szaleństwa ?
- Dokładnie dwa. Jeden literacki, drugi psychologiczny. Przyjechałem do Irlandii, żeby „wyfiletować” i poćwiartować na mniejsze kawałki białego wieloryba.

Celnik podobno wpisał w rubryce „powód przybycia”: filetowanie i ćwiartowanie.  ;)
W trakcie wypisywania formularza zagadnął Raya - Filetowanie, ćwiartowanie, biały wieloryb… To musi być Moby Dick ?
- Czytał Pan, krzyknął RB wyjmując spod pachy gruby egzemplarz powieści.
- Próbuję, kiedy jestem w odpowiednim nastroju. Stoi bestia w domu na półce od 20 lat. Już dwa razy próbowałem się z nią zmierzyć, ale się poddałem. Jak dla mnie, to zdecydowanie za dużo stron i za dużo pomysłów na raz.
- Zgadzam się – miał odpowiedzieć RB – sam, już z dziesięć razy w ciągu miesiąca przymierzałem się do niej i nie dałem rady. Tym razem musi się udać.


Druga anegdota, to historia o swoistym „twórczym szaleństwie” młodego pisarza pracującego nad scenariuszem dla sławnego reżysera. Opowiada ją często sam Ray Bradbury.
Pracował już siedem miesięcy nad przełożeniem dzieła Melville, a na język filmu. Huston nie był zadowolony z efektu. Tak samo jak Bradbury, scenariusz ciągle miał spore luki. Ray nieustannie czytał różne fragmenty Moby Dicka. Niektóre, jak sam mawia setki razy inne, zaledwie dwanaście.
Aż pewnego dnia, pojawiły się nowe pomysły. Obudził się, wstał i patrząc w lustro powiedział - Jestem Hermanem Melville’em. To ja jestem Herman Melville!. Usiadł do maszyny, wkręcił papier, po czym nieprzerwanie przez 8 godzin pisał jak szalony. 

Tak podobno powstało ostatnie 30 brakujących mu stron. Wziął maszynopis i czym prędzej pojechał do Johna Hustona. Wszedł do pokoju reżysera, pożył mu scenariusz na stole i powiedział.
 - Mamy to!, Skończyłem!.  Huston spojrzał na niego i odpowiedział
 – To świetnie Ray, ale dziwnie wyglądasz, czy coś się stało? Bradbury na to: – Nic takiego, przed tobą stoi Herman Melville.

Scenariusz jest znakomity. Mimo koniecznych skrótów, rezygnacji z kilku postaci i wielu wątków, dobrze oddaje sens i ducha powieści Melville’a. A pomysł sceny z przepowiednią Eliasza, moim zdaniem nawet lepszy niż u Melville'a. To, co Melville rozłożył na kilka scen, w różnych miejscach i dwie różne postacie, Bradbury przyciął umiejętnie do rozmiarów jednej sceny. Sama przepowiednia mieści się w jednym mocnym zadaniu. 

Przy okazji  mały sprawdzian. Kto, w powieści oprócz Eliasza, zaangażowany jest w "przepowiadanie" losów Ahaba ? 

Eliasz i jego przepowiednia w filmie Hustona.

- Myślisz, że wiesz wszystko, a czy powiedzieli wam, że wieloryb odcisnął, też piętno na jego duszy, jakie tam zasiał spustoszenie? Wiedzą o tym nieliczni.
- Nie nabierzesz nas. Udaje, że zna tajemnice
- Bo znam. 
"Pewnego dnia poczujesz zapach lądu na otwartym morzu, ale lądu tam nie ujrzysz. Tego dnia Ahab pójdzie do grobu, ale za godzinę z niego powstanie i będzie wzywał. A wszyscy prócz jednego pójdą za jego wołaniem."
Spory zbiór anegdot, rozsianych po Internecie, związany jest z problemami w czasie realizacji filmu.
Dwa zatopione „filmowe wieloryby”. 


Pierwszy, zbudowany za 30 000 dolarów zatonął w czasie holowania przez Morze Irlandzkie po zakończeniu realizacji, zaledwie dwu scen dziejących się na morzu. Pękła lina holownicza i wieloryb poszedł na dno. Drugi model spotkał podobny los. Kiedy trzeci już model także omal nie poszedł na dno, reżyser wskoczył nie niego i zapowiedział, że, jeżeli i ten zatonie, to tylko razem z, nim. Jeżeli utopicie także tego, krzyczał Huston - odchodzę.

Ludzie z ekipy rzucili się do wody i z trudem udało, im się zamocować ponownie nową linę holowniczą, wieloryb ocalał.


Poza tym Izmael (Richard Basehart) złamał nogę skacząc do wielorybniczej łodzi. Starbuck (Leo Genn) nabawił się dyskopatii. Kapitan Ahab (Gregory Peck) zaś, który upierał się żeby, nie korzystać z pomocy kaskaderów omal nie utonął, kiedy kręcono tę scenę ...

.


Recenzent „New York Timesa” Bosley Crowther  pochwalił film, na końcu recenzji, umieścił takie zdanie.

“This is the third time Melville's story has been put upon the screen. There is no need for another, because it cannot be done better, more beautifully or excitingly again.” 
  Mimo kilku kolejnych prób adaptacji pozostaje aktualne do dziś.  ;)


Chyba, że ktoś zdecyduję się zrealizować niejednoznaczny i metaforyczny zarazem serial w typie „Game of Thrones”, „House of Cards” lub "True Detective".

Żeby nie było, że film wywołuje u mnie same zachwyty. Przyznam się, że osobiście, zawsze, kiedy oglądam sobie ten niezwykły film, muszę przebrnąć przez dramatyczną i wstrząsającą muzykę Philipa Saintona, która towarzyszy początkowym napisom. Wtedy najbardziej czuję, ile czasu minęło już od premiery. Jednak z każdą kolejną sceną, film broni się już znakomicie, ogląda się go, nie czując zupełnie upływu czasu…  Moim zadaniem. :)